Baribum
Blog Ewy Klajman-Gomolińskiej
poniedziałek, 9 lutego 2026
sobota, 31 stycznia 2026
Merlin ustawia sobie lustro
Umiem mówić obrazami
Poruszam się metaforą
Abstrakcja jest dla mnie
Jedynym realnym bytem
Oniryzm wyznacza codzienne decyzje
Uzależniam swój kierunek
Od tego co mi się przyśni
To czemu nie umiesz chodzić nad ziemią
Przerywa mi Merlin
Rozkładasz parasol
Na wszelki przejaw nietolerancji
Płaczesz ulewą
Żeby uzasadnić konieczność parasola
Wpadasz na targi medycyny naturalnej
Po kolejny ametyst
Na wygnaną intuicję.
piątek, 30 stycznia 2026
Merlin gra w karty
Merlin
Która z kart odpowie mi na pytanie
Nie znam się na kartach
Muszę poczytać
Nie musisz czytać
Jeśli ustanowisz króla za męża
Będzie to król
Jeśli asa as To ty decydujesz w co wierzysz
Nie wierzę w karty no coś ty
Ale pozwalasz by twój smutek wierzył
Z samotnością trzeba się zaprzyjaźnić
Inaczej cię zabije albo zdegraduje
Staniesz się nędznikiem
Żebrakiem miłości Co cię od miłości odsunie
Bo każdy odsuwa wzrok od biedy
Merlin
Ty tak wszystko wiesz
W co będziemy grać
Nie znam żadnej gry karcianej
Zgadzasz się ze mną grać i nic nie umiesz
Tak zgadzam się bo fascynuje mnie
Twoja genetyczna skłonność
Do ustanawiania nowych wyzwań i robienia
Akrobacji przy zwykłym stwierdzeniu nie umiem.
czwartek, 29 stycznia 2026
Merlin ma skrzydła
Mam w sobie jakąś niecierpliwość
Zaszywam stare dziury w nowych ubraniach
Których jeszcze nie kupiłam
Ale planuję i biorę kwas foliowy
W całej radości podbrzusza
Trenuję cyrk z tekstyliami
Merlin szuka kordonka do wyhaftowania skrzydeł
To dobrze Dobrze że masz przybyć i to oznajmiasz
Niecierpliwość chroni cierpliwość właściwą
Płaczący rzadko kroczą w marszu samobójców
Pod depresją załamuje się most ostatni
Przystanek czarnego słońca
Ale ja się tym męczę
Ale ty się tym męczysz
Ty i ja jesteśmy nietykalni
Choć ryzyko czuć zwłaszcza wieczorami
Gdy bohaterski naród rozprawia się z plastikową słomką
Zagrożeniem jak niedobór B12
Popatrz fioletowy kordonek
Zaczaruję sztandar ze skrzydłami
Uciekniemy na nich do spełnienia
Będziemy codziennie oglądać obrazy
Willema de Kooninga bez udziału cienia i mroku
Znam tyle miejsc w których ochronią nas
To są miejsca w których skrzydła nie działają
Nie musisz słyszeć tego czego nie chcesz usłyszeć.
środa, 28 stycznia 2026
Jak co roku
Siedząc w hygge swetrze na zimnym spotkaniu po chłodnym powitaniu i wymianie umiarkowanych pozdrowień zauważyłam, że na własną odpowiedzialność dzieje się niewiele. Styczeń jest miesiącem kalendarzy, zawsze dojdzie więcej i to nie tylko nad wyraz, ale nad potrzeby swoje i cudze. Najsłabsza reklama z możliwych firm, ale godna afirmacja Roku. Jest już zdecydowanie po świętach i wolnych dniach, więc ludzie stali się tacy. jak byli przed świętami. Wróciły stare grymasy, wywracanie gałkami i gdakanie. Ten czar roztaczający się z łańcuchami choinkowymi działa w tym konkretnym wymiarze. Po schowaniu świecidełek do pawlaczy, powraca twarda rzeczywistość. W wiadomościach z kraju i ze świata. W wolnych relacjach. Szeptuchy głośno starają się nie wypowiadać. Karmę można substytuować. Powinno się o tym pamiętać przy każdym posiłku głównym, bo wtedy należy się modlić. Ludzie zaś nigdy się nie zmieniają, zmieniają się jedynie okoliczności. Okoliczności mogą wydobyć nawet ludzkie skrajności. Jeżeli sytuacja powróci do stanu wyjściowego; okazuje się, że człowiek jest taki sam, jak był kiedyś bez bajek o doświadczeniu i wnioskach z lekcji. Hygge sweter podarowany komuś będzie dla niego hygge? Po wielu praniach, a potem dziurach, hygge się wypierze czy przejdzie dziurą w kosmos? W mój kosmos?
wtorek, 27 stycznia 2026
2026
Mało miejsca w obrębie zdania. Nie nakarmi się nim gołębi, nie odnajdzie jutra i nie rozważy eschatologicznie. Są jakieś środki; porcje wyrazów w bukietach i na talerzykach. Część w termosach niezawodnie zachowujących ciepło. Niektóre już w foremkach (kształt bakłażana) czekają na wsad do pieca wielkiego jak Chiński Mur. Dla admiratora światowego dziedzictwa długość zdania jest hegemonią. Nieważne, że odbiorca zdania nie ma z jego autorem od jakiegoś czasu kontaktu. Zdanie trzeba wydziergać, włóczką wielokolorową, zimową. Takie ciepłe, puszyste, barwne zdanie z ogonem jaszczura. Dorzucić warto słownik mowy ciała i wypowiedzieć prężąc się i wysuwając język tak, by dotykał delikatnie płaszcza izolującego człowieka od człowieka. Izolującego życie od przygody i bezpieczeństwo od przypadku. Taka rozkosz milczenia, które krzyczy i opada z rozsypanymi słowami na całą nagość prawdy - ciała - życia. Specjalna oferta na zdanie kończące, by nigdy się nie skończyło i dało początek czemuś, co musi się stać i stanie się, nawet jeśli nie otworzę oczu. I zatopię w nich to, co chcę tylko dla siebie, zastygnięte moje własne wspomnienia oprawione w trzęsącą histerię. Przejedzie jeden, drugi, dziesiąty rok; po każdym takie zdanie ostatnie, ważne, kluczowe. Do obowiązkowego zapamiętania, podkreślone, bo do ewentualnej recytacji. Pojawi się ten nowy z rozsuniętego morza z poduszkami powtykanymi w rogi sytuacji. Wyjdzie ze złotych piachów, błyśnie nocą Kairu i krwawym kamieniem księżycowym i to nowe wzejdzie na starym, spółkując ze starym, przeciągając stare w nowe, odłamie kawałek 3D. Na obrusie parę kropli z ich wina, potem te okrzyki całkiem wojownicze i spadnie deszcz, i będzie nawoływał Ziemię.
Zadzwoni telefon. Kropla deszczu zrani skórę brzucha ocierając się o szorstką, nieprzygotowaną na czułość, w ciągłej pracy, Ziemię. Włączy się automatyczna sekretarka. Ktoś opamięta się głosząc coś tylko swojego w błotnej kąpieli. Odwrócą się ci zawsze odwróceni. Okrucieństwem naznaczą czoła okrutniejsi od zwierząt. Niemyślący przejdą wzdłuż myśli rachitycznej oponenta. Czas drgnie. Zauważą ci wypatrujący swoich bliskich na drugim brzegu. Mgła jak Wyrocznia Sabiańska. Mgła, na którą brakuje suplementów. Ani ją obejść, ani przeskoczyć. Nie ustaje z rzeźbą mięśni. Po kocich łbach Wielka Niedźwiedzica poprowadzi wóz ten najjaśniejszy. Nowy Rok w żadnym momencie nie jest nowy. Nie starzeje się w bezpośredniej styczności stycznia nawet. Można oprzeć się o dowolną planetę i obserwować. Jednia.
Przywitam Cię otwierając okno. Zaproszę i poczekam, aż się zagościsz na niemych z wrażenia ścianach i opadniesz na ciemnofioletowy dywan, by wzmocnić jego mistyczną symbolikę. Nowy Rok, z którym nie każdy się przywita, ale który powita każdego. Tego w biegu i tego utkwionego między szafą lat a drzwiami nowych możliwości, co nie oznacza ani dobrze, ani źle. Bez znaczenia też ten ruch, nawet galop czy bezruch. W optyce planet niczego to nie zmienia. Nasz ruch jest złudzeniem czynności a bezruch złudzeniem bezczynności. Czynność i bezczynność uwarunkowana jest całą siłą Wszechświata i jego energią wprowadzającą nasz bezruch w czas wielkich przemian i potężnego dziania się, zaś nasz ruch może nie zapowiadać niczego i po długiej szarpaninie okaże się, że jesteśmy w tym samym miejscu bądź straciliśmy to miejsce i cofnęliśmy się, nolens volens. Nasza skóra, włosy i paznokcie zachowują się jak ubranie - zmarszczki traktujemy jak upływ czasu a nie jak niedostosowany strój do okoliczności bądź kiepską jakość materiału nie wytrzymującą ekstremalności życia. Niby dlaczego ekstremalny ma być długi pobyt na egzotycznej wyspie bez tej całej aprowizacji domowej? Ekstremalny równie jest pobyt w czterech ścianach w wielkim blokowisku z pełną lodówką i gderającym telewizorem. Pobyt człowieka z sobą samym, gdzie jedynym świadkiem jego drogi do kuchni i łazienki jest własna samotnia. Nie ma możliwości, by ją wypłoszyć, przegonić. Budzi się z człowiekiem, nadsłuchuje jego płaczu, patrzy za każdym kęsem znikającym w jego przełyku, nie pozwala śmiać się na komediach, wypomina każde potknięcie i hiperbolizuje najmniejszy grzech. Istotnie bieg ją czasami przegania, nawet zrzuca z pleców na ostrych życiowych zakrętach i mocno potrząsa podczas eventów z dużą liczbą gości. Ale ona powraca, znajduje właściciela jak wierny pies. Podąża jego tropami we dnie i w nocy. Odnajduje, gdy łapie oddech przed następnym skokiem.
Człowiek porusza się skokami, które omamiają go odczuciem systematyczności. Jego systematyczności. A systematyczna jest tylko natura w jej odwiecznych prawach. Prędzej czy później, taki sprinter bądź maratończyk odnajdzie taką taflę wody, w której zobaczy tylko siebie i aż siebie ze zdziwionym spojrzeniem samotni. Samotnia może być pustką, ale wcale nią być nie musi. Niepotrzebnie mieszamy pełnię z jej brakiem. Ona zawsze ogarnie każdą przestrzeń nasiąkniętą strachem i lękiem, bez znaczenia racjonalnym, irracjonalnym a może egzystencjalnym. Takim na wyrost prezentem, który otrzymuje się z racji samego urodzenia.
Czasami nie dzieje się nic przez wieki całe, by mogło zadziać się coś wielkiego przez chwilę, po której nigdy już nic nie będzie takie samo. I tak się stanie w twym ruchu i w twym bezruchu, bo tak się miało stać. Tylko pycha podpowie, że stało się to przy twoim udziale. Samotnia nie lubi pychy. Lubi zgrzytanie zębami, więc jeśli pycha nastanie, oznaczać to będzie, że samotnia się pogubiła. Ile musi się natrudzić, by przebiec zaspy te śnieżne i te wydumane przez ludzi a nawet przepłynąć morza i oceany za swoim właścicielem? Czyżby taka wierność nie była cnotą? Kiedy pod jednym dachem mieszkają dwie lub więcej samotni, wtedy one się zaprzyjaźniają, bawią ze sobą i dlatego ludziom jest razem łatwiej.
W Nowym 2026 Roku życzę Wszystkim sprawnego instynktu samozachowawczego. Media społecznościowe to nie są Wasi przyjaciele. Najpilniej obsewują ci, którzy oficjalnie w ogóle nie obserwują. Śledzie nie lajkają i nie komentują, ale są głównym generatorem energii. Mówcie o sobie mniej, nie pokazujcie ciążowych bruchów i zdjęć USG płodów. Nie zdradzajcie swoich pomysłów i projektów w powijakach. Nie wprowadzajcie do swoich przestrzeni tych, których nigdy nie zaprosilibyście do własnego domu. Pielęgnujcie wartościowe relacje poza wirtualnym światem. Niech Wasi bliscy nie dowiedzą się, jak rosną Wasze dzieci i wnuki, z postów na Instagramie. Internet nie jest tego wart. Poza licznymi zagrożeniami, odbiera także bezcennny czas. To już nie wróci, to się dzieje tylko raz - obecność jest największym świadectwem miłości. Bądźcie przy tych, których kochacie i chrońcie ich przed zjadliwym i ukrytym okiem. Niech się darzy, with love :)
poniedziałek, 29 grudnia 2025
Paweł Teodor
Młody muzyk, by utrzymać rodzinę, zatrudnił się jako cieśla u znanego prawnika Jakuba Ezechiela. Grał wieczorami, w niedzielę i święta. Codziennie czytał Biblię. Potem razem studiowaliśmy Biblię i omawialiśmy każdy przeczytany fragment. Słuchałam jego muzyki, ale najbardziej lubiłam, gdy grał razem z moją mamą i starszym bratem. Dobrze płatna praca u bogatego mecenasa pozwoliła przetrwać najgorsze lata całej rodzinie. Jakub Ezechiel został zamordowany w Auschwitz. Wcześniej zobaczył śmierć swojej żony i pięciorga dzieci. Nie zostało po nim nawet jedno zdjęcie. Jestem w tym miejscu, w którym jestem, tylko dlatego, że ktoś kiedyś podał mi rękę. Tak Paweł Teodor mówił o Jakubie Ezechielu. Jestem tym, kim jestem, tylko dlatego, że miałam takich dziadków.