Baribum
Blog Ewy Klajman-Gomolińskiej
sobota, 24 października 2026
wtorek, 6 października 2026
Pętla
Do widzenia
Do spotkania zapisanego
W nieistniejącym kinie
Uronimy wspólną łzę
Ciężką jak pustka
Do zobaczenia
Przed samą metą
Spadamy w pętlę
Wynurza się nic.
poniedziałek, 5 października 2026
poniedziałek, 14 września 2026
Bombki deszczu
Aniołowie na rumakach nocy przemierzają stepy nieba
Rozbryzganie jakiego tym dokonują nazywamy urwaniem chmury
Załamaniem pogody Śwista od razów ich mieczy To zaprzęg Archaniołów
Mokre ubranie na poręczy krzeseł Siedzimy w skupieniu z ubraniami
Razem
Zagarniam przestrzeń na szufelkę Zagarniam smak Zapach Ciszę
Miękki przypadek Kruchy cios Słabe kolana w kącie
Mistycznie zakurzonym Zarzucona nicość na plecach przebitych przez strach
Bombki deszczu kołyszą mrok w smugach wątpliwości
Obsesja w tłumie mówiącym w innych językach
Mocno obejmuje mnie nicość Zazdroszczę Twardowskiemu jego dziecięcej wiary
Każdy ma prawo mieć inne zdanie Nikt nie ma mojego zdania
Choć chcę wręczyć mu prawo Ściąga próg wciąż w dół czasu Światła Dnia
Który przestaje być moim początkiem Podróż już obok siebie
Czy istnieje schizofreniczne zmartwychwstanie
Może zrobię się filozoficznie na Platona
Uporządkuję sobie Platonem życie Na półce z poetą mistycznym
Starcem pamiętającym Holocaust Obecnie kloszardem z wolną wolą
Reprezentatywny wybór Zawsze to jakoś brzmi.
niedziela, 13 września 2026
Lśnienie
Znajomy korytarz schody drzwi
Czas znajomy z wyrwami otrębami i drwiną
Czas zeszły czerstwy z dniem niezmordowanym
I tylko ten dywan owalny z błyszczącej czerwonej przędzy
Po którym boso marzyłam po którym boso płakałam
I tylko te firany fuksjowe zawstydzone też błyszczące
Przez które serce mi waliło przez które ptak nie odleciał z parapetu
Lśnienie Bardzo jasne światło energooszczędne
Lewitacja Szybkie kołysanie
I gdyby nie ta z orzecha poręcz
Której chwyciłam się by głosów do siebie nie wpuścić
Dzięki której niczego nie odkryłam
Choć ciemność pokryła nawet mrok ziemi
I gdyby nie białe posągi Pitagorasa i Platona można by było połknąć czyjąś duszę
Przyjąć matematyczny ciąg na nieistnienie istnienia
Szklana niemal przezroczysta podłoga
Na której ochoczo bawiły się odczepione od czaszek myśli
Po prostu nie goń tak i nie pędź
Zatrzymaj się na chwilę bo ja Cię o to proszę
I pozwól mi wyprostować się w ten kolejny dzień Panie Boże.
sobota, 12 września 2026
Jesteśmy w lesie. Nigdzie
Gdyby nie Moja przygoda z Merlin
Nie byłoby cię tu
Ożywiłam cię jedną książką
Głębszym wersem po inhalatorze
Dla mnie to moje życie
Merlin uśmiecha się
Nie wiem czy pocieszająco czy z wdzięczności
Ale lubisz to życie
Bo ja wiem
Jest moje
Nikt nie odmówi mi prawa do istnienia
Na każdej kartce są moje oczekiwania
Których czytelnik nie spełnia
Twoje niepokoje
Co będzie jak spełni
Ja żyję chodzę po lesie maluję obrazy rozmawiam z tobą
Jak wolno układasz litery po sznurze bez drżących znaczeń.
piątek, 11 września 2026
Subskrybuj:
Posty (Atom)
