Stoję w tej samej wodzie którą piły dinozaury
Pod samym sklepieniem piwnicy
Rozcieram je jak ciasto by zrozumieć znaki
Z prawej strony rysunki ludzi pierwotnych
Pierwsi tu przyszli i pierwsi pomarli
Pierwsza wiadomość list do ludożerców
Którego nie rozkminiam Pokolenie po wojnie
Lewa to folklor Powinnam znać ale nie znam
Prawy łuk lewy łuk zamknięcie przerażenie kneblowanie
Mumia Ciasno pod samym sklepieniem chwytam tlen
Uderzam pięścią i posypuje się na mnie gwiazdozbiór
Z Andromedą uwolnioną wyzwoloną tak dawno temu
Nie mów o swojej samotności nikomu bo gorsza jest od niej
Tylko desperacja traktuj ją jak odrębność jak nowe przebranie
Dandysa na równi z nonszalancją i wyjebaniem w kosmos
Zazdroszczę jej że została zauważona
W plemieniu subiektywistów słychać gaworzenie
Urodził się kolejny bóg
On jest tylko Jeden Odwracam do nich zabandażowaną twarz
Patrzą na mnie jak na inskrypcję w kamieniu
Przekazujemy sobie z Bogiem myśli na odległość On mnie słyszy
Nigdy nie jestem sama Jestem światłem
Które płynie w Nim po którym On płynie Trafię
Wyjdę Wzejdę On odsunie łuki kanty i smołę
Nauczy tajemnego alfabetu drzew Zaślubi Księżyc ze Słońcem
W tym miejscu otworzą się drzwi na moje lęki Pozbawi samotności
Przez nastanie dnia jako światła które jest we mnie
I odtąd będzie tylko szczęście Zaskoczona
Najbardziej zaskakujemy siebie sami.
czwartek, 12 stycznia 2017
środa, 11 stycznia 2017
Welcome
Dzień dobry,
przywitałam Cię otwierając okno. Zaprosiłam i poczekałam, aż się zagościsz na niemych z wrażenia ścianach i opadniesz na ciemnofioletowy dywan, by wzmocnić jego mistyczną symbolikę. Mamy Nowy Rok, z którym nie każdy się przywitał, ale który powitał każdego. Tego w biegu i tego utkwionego między szafą lat a drzwiami nowych możliwości, co nie oznacza ani dobrze, ani źle. Bez znaczenia też ten ruch, nawet galop czy bezruch. W optyce planet niczego to nie zmienia. Nasz ruch jest złudzeniem czynności a bezruch złudzeniem bezczynności. Czynność i bezczynność uwarunkowana jest całą siłą Wszechświata i jego energią wprowadzającą nasz bezruch w czas wielkich przemian i potężnego dziania się, zaś nasz ruch może nie zapowiadać niczego i po długiej szarpaninie okaże się, że jesteśmy w tym samym miejscu bądź straciliśmy to miejsce i cofnęliśmy się nolens volens. Nasza skóra, włosy i paznokcie zachowują się jak ubranie - zmarszczki traktujemy jak upływ czasu a nie jak niedostosowany strój do okoliczności bądź kiepską jakość materiału nie wytrzymującą ekstremalności życia. Niby dlaczego ekstremalny ma być długi pobyt na egzotycznej wyspie bez tej całej aprowizacji domowej? Ekstremalny równie jest pobyt w czterech ścianach w wielkim blokowisku z pełną lodówką i gderającym telewizorem. Pobyt człowieka z sobą samym, gdzie jedynym świadkiem jego drogi do kuchni i łazienki jest własna samotnia. Nie ma możliwości, by ją wypłoszyć, przegonić. Budzi się z człowiekiem, nadsłuchuje jego płaczu, patrzy za każdym kęsem znikającym w jego przełyku, nie pozwala śmiać się na komediach, wypomina każde potknięcie i hiperbolizuje najmniejszy grzech. Istotnie bieg ją czasami przegania, nawet zrzuca z pleców na ostrych życiowych zakrętach i mocno potrząsa podczas eventów z dużą liczbą gości. Ale ona powraca, znajduje właściciela jak wierny pies. Podąża jego tropami we dnie i w nocy. Odnajduje, gdy łapie oddech przed następnym skokiem. Człowiek porusza się skokami, które omamiają go odczuciem systematyczności. Jego systematyczności. A systematyczna jest tylko natura w jej odwiecznych prawach. Prędzej czy później taki sprinter bądź maratończyk odnajdzie taką taflę wody, w której zobaczy tylko siebie i aż siebie ze zdziwionym spojrzeniem samotni. Samotnia może być pustką, ale wcale nią być nie musi. Niepotrzebnie mieszamy pełnię z jej brakiem. Ona zawsze ogarnie każdą przestrzeń nasiąkniętą strachem i lękiem, bez znaczenia racjonalnym, irracjonalnym a może egzystencjalnym. Takim na wyrost prezentem, który otrzymuje się z racji samego urodzenia. Czasami nie dzieje się nic przez wieki całe, by mogło zadziać się coś wielkiego przez chwilę, po której nigdy już nic nie będzie takie samo. I tak się stanie w twym ruchu i w twym bezruchu, bo tak się miało stać. Tylko pycha podpowie, że stało się to przy twoim udziale. Samotnia nie lubi pychy. Lubi zgrzytanie zębami, więc jeśli pycha nastanie, oznaczać to będzie, że samotnia się pogubiła. Ile musi się natrudzić, by przebiec zaspy te śnieżne i te wydumane przez ludzi a nawet przepłynąć morza i oceany za swoim właścicielem? Czyżby taka wierność nie była cnotą? Kiedy pod jednym dachem mieszkają dwie lub więcej samotni, wtedy one się zaprzyjaźniają, bawią ze sobą i dlatego ludziom jest razem łatwiej.
Z pozdrowieniem,
ja
przywitałam Cię otwierając okno. Zaprosiłam i poczekałam, aż się zagościsz na niemych z wrażenia ścianach i opadniesz na ciemnofioletowy dywan, by wzmocnić jego mistyczną symbolikę. Mamy Nowy Rok, z którym nie każdy się przywitał, ale który powitał każdego. Tego w biegu i tego utkwionego między szafą lat a drzwiami nowych możliwości, co nie oznacza ani dobrze, ani źle. Bez znaczenia też ten ruch, nawet galop czy bezruch. W optyce planet niczego to nie zmienia. Nasz ruch jest złudzeniem czynności a bezruch złudzeniem bezczynności. Czynność i bezczynność uwarunkowana jest całą siłą Wszechświata i jego energią wprowadzającą nasz bezruch w czas wielkich przemian i potężnego dziania się, zaś nasz ruch może nie zapowiadać niczego i po długiej szarpaninie okaże się, że jesteśmy w tym samym miejscu bądź straciliśmy to miejsce i cofnęliśmy się nolens volens. Nasza skóra, włosy i paznokcie zachowują się jak ubranie - zmarszczki traktujemy jak upływ czasu a nie jak niedostosowany strój do okoliczności bądź kiepską jakość materiału nie wytrzymującą ekstremalności życia. Niby dlaczego ekstremalny ma być długi pobyt na egzotycznej wyspie bez tej całej aprowizacji domowej? Ekstremalny równie jest pobyt w czterech ścianach w wielkim blokowisku z pełną lodówką i gderającym telewizorem. Pobyt człowieka z sobą samym, gdzie jedynym świadkiem jego drogi do kuchni i łazienki jest własna samotnia. Nie ma możliwości, by ją wypłoszyć, przegonić. Budzi się z człowiekiem, nadsłuchuje jego płaczu, patrzy za każdym kęsem znikającym w jego przełyku, nie pozwala śmiać się na komediach, wypomina każde potknięcie i hiperbolizuje najmniejszy grzech. Istotnie bieg ją czasami przegania, nawet zrzuca z pleców na ostrych życiowych zakrętach i mocno potrząsa podczas eventów z dużą liczbą gości. Ale ona powraca, znajduje właściciela jak wierny pies. Podąża jego tropami we dnie i w nocy. Odnajduje, gdy łapie oddech przed następnym skokiem. Człowiek porusza się skokami, które omamiają go odczuciem systematyczności. Jego systematyczności. A systematyczna jest tylko natura w jej odwiecznych prawach. Prędzej czy później taki sprinter bądź maratończyk odnajdzie taką taflę wody, w której zobaczy tylko siebie i aż siebie ze zdziwionym spojrzeniem samotni. Samotnia może być pustką, ale wcale nią być nie musi. Niepotrzebnie mieszamy pełnię z jej brakiem. Ona zawsze ogarnie każdą przestrzeń nasiąkniętą strachem i lękiem, bez znaczenia racjonalnym, irracjonalnym a może egzystencjalnym. Takim na wyrost prezentem, który otrzymuje się z racji samego urodzenia. Czasami nie dzieje się nic przez wieki całe, by mogło zadziać się coś wielkiego przez chwilę, po której nigdy już nic nie będzie takie samo. I tak się stanie w twym ruchu i w twym bezruchu, bo tak się miało stać. Tylko pycha podpowie, że stało się to przy twoim udziale. Samotnia nie lubi pychy. Lubi zgrzytanie zębami, więc jeśli pycha nastanie, oznaczać to będzie, że samotnia się pogubiła. Ile musi się natrudzić, by przebiec zaspy te śnieżne i te wydumane przez ludzi a nawet przepłynąć morza i oceany za swoim właścicielem? Czyżby taka wierność nie była cnotą? Kiedy pod jednym dachem mieszkają dwie lub więcej samotni, wtedy one się zaprzyjaźniają, bawią ze sobą i dlatego ludziom jest razem łatwiej.
Z pozdrowieniem,
ja
czwartek, 29 grudnia 2016
Rok. Nowy
Mało miejsca w obrębie zdania. Nie nakarmi się nim gołębi, nie odnajdzie jutra i nie rozważy eschatologicznie. Są jakieś środki; porcje wyrazów w bukietach i na talerzykach. Część w termosach niezawodnie zachowujących ciepło. Niektóre już w foremkach (kształt bakłażana) czekają na wsad do pieca wielkiego jak Chiński Mur. Dla admiratora światowego dziedzictwa długość zdania jest hegemonią. Nieważne, że odbiorca zdania nie ma z jego autorem od jakiegoś czasu kontaktu. Zdanie trzeba wydziergać, włóczką wielokolorową, zimową. Takie ciepłe, puszyste, barwne zdanie z ogonem jaszczura. Dorzucić warto słownik mowy ciała i wypowiedzieć prężąc się i wysuwając język tak, by dotykał delikatnie płaszcza izolującego człowieka od człowieka. Izolującego życie od przygody i bezpieczeństwo od przypadku. Taka rozkosz milczenia, które krzyczy i opada z rozsypanymi słowami na całą nagość prawdy - ciała - życia. Specjalna oferta na zdanie kończące, by nigdy się nie skończyło i dało początek czemuś, co musi się stać i stanie się, nawet jeśli nie otworzę oczu. I zatopię w nich to, co chcę tylko dla siebie, zastygnięte moje własne wspomnienia oprawione w trzęsącą histerię. Przejedzie jeden, drugi, dziesiąty rok, po każdym takie zdanie ostatnie, ważne, kluczowe. Do obowiązkowego zapamiętania, podkreślone, bo do ewentualnej recytacji. Pojawi się ten nowy z rozsuniętego morza z poduszkami powtykanymi w rogi sytuacji. Wyjdzie ze złotych piachów, błyśnie nocą Kairu i krwawym kamieniem księżycowym i to nowe wzejdzie na starym, spółkując ze starym, przeciągając stare w nowe, odłamie kawałek 3D, na obrusie parę kropli z ich wina, potem te okrzyki całkiem wojownicze i spadnie deszcz, i będzie nawoływał ziemię. Zadzwoni telefon. Kropla deszczu zrani skórę brzucha ocierając się o szorstką, nieprzygotowaną na czułość, w ciągłej pracy, ziemię. Włączy się automatyczna sekretarka. Ktoś opamięta się głosząc coś tylko swojego w błotnej kąpieli. Odwrócą się ci zawsze odwróceni. Okrucieństwem naznaczą czoła okrutniejsi od zwierząt. Niemyślący przejdą wzdłuż myśli rachitycznej oponenta. Czas drgnie. Zauważą ci wypatrujący swoich bliskich na drugim brzegu. Mgła jak wyrocznia sabiańska. Mgła, na którą brakuje suplementów. Ani ją obejść, ani przeskoczyć. Nie ustaje z rzeźbą mięśni. Po kocich łbach Wielka Niedźwiedzica poprowadzi wóz ten najjaśniejszy. Nowy Rok w żadnym momencie nie jest nowy. Nie starzeje się w bezpośredniej styczności stycznia nawet. Można oprzeć się o dowolną planetę i obserwować. Jednia.
niedziela, 18 grudnia 2016
Choinka. ŚWIATŁO
Pisanie listów do św. Mikołaja wyjaśnia dzieciom w jakimś stopniu istotę adwentu, uczy cierpliwości i wytrwałości w oczekiwaniu na magię świąt, ale mocno przeszkadza w zrozumieniu sensu Bożego Narodzenia. Największym prezentem, jaki można sobie wymarzyć, jest obecność. Obecność kogoś sprawia, że chce nam się przygotować nadzwyczajnie, zorganizować i wreszcie kupić prezenty. To wielki dar - mieć dla kogo zrobić prezent, dawanie jest błogosławieństwem. Pod jednym, wszakże, warunkiem, że ktoś umie przyjąć prezent. Rzucony w kąt zamyka obieg dobrych emocji i nie odpowiada na serdeczny gest. Praktycznie wszystko w tym momencie zamiera i, niestety, nie dotyczy to jedynie materii.
Święta to taki czas, może nawet jedyny, gdy uzmysławiamy sobie, że pieniądz nie jest aż tak ważny, jak się wydaje albo jak się skutecznie udało wszystkim wmówić, że tak jest. Można nim wyposażyć sobie życie, również i to choinkowe, ale nie ma w nim duszy i nie rozpali naszych serc miłością. A przecież życie istniało przed pieniądzem. Życie było pierwsze. Nikt inny jak sam człowiek wyniósł pieniądz na tron i dał mu władzę. Jak to się ma do Pierwszego Przykazania? Nie rozchodzi tu się o utrzymanie na powierzchni i to w pionie, ale o oddawanie pokłonu i służalczość, które ruchem powolnym, ale stałym i niezmiennym, doprowadziły glob do dzisiaj. Jakie jest dzisiaj, każdy widzi. Każdy, kto nie jest przesadnie krótkowzroczny i nadmiernie naskórkowy.
Święta rozkwitają najpiękniejszym czasem dla kochających się i trudnymi dniami dla samotnych, którzy muszą je przetrwać, przeczekać i przetrzymać. Święta transparentnie ukazują brak, pustkę, potęgują emocjonalną nicość. Samotni doświadczają tego, co rodzinom wydaje się niepojęte.
Święta to czas wielkiej radości z narodzin Boga, więc niech Jego Światło pojawi się w każdym domu. Nie rozpraszajmy tego Światła mnogością imitacji w kolorowych pudłach. To, czego nie mamy jest niczym w porównaniu do tego, co mamy.
Każdego roku zastanawiam się, czy Mama wybaczyła mi moją nieobecność podczas ostatnich Świąt w Jej życiu. Myślę, że moja Córka ma podobny problem. Mama jest po drugiej stronie i tam dowiedziała się wszystkiego, o czym Jej nie mówiłyśmy z troski, więc wybaczyła nam już lata temu. Pewnie jednak z pierwszą gwiazdką poszybuje znów ta myśl ku Niebu... Wybaczyłaś nam, Mamo?
Niech przy każdym stole zasiądzie prawdziwy Święty Mikołaj ze znajomym blaskiem oczu i kochanym uśmiechem, a w jego wielkim czerwonym sercu będzie cała moc Miłości.
Ze świątecznym pozdrowieniem :-)))
Święta to taki czas, może nawet jedyny, gdy uzmysławiamy sobie, że pieniądz nie jest aż tak ważny, jak się wydaje albo jak się skutecznie udało wszystkim wmówić, że tak jest. Można nim wyposażyć sobie życie, również i to choinkowe, ale nie ma w nim duszy i nie rozpali naszych serc miłością. A przecież życie istniało przed pieniądzem. Życie było pierwsze. Nikt inny jak sam człowiek wyniósł pieniądz na tron i dał mu władzę. Jak to się ma do Pierwszego Przykazania? Nie rozchodzi tu się o utrzymanie na powierzchni i to w pionie, ale o oddawanie pokłonu i służalczość, które ruchem powolnym, ale stałym i niezmiennym, doprowadziły glob do dzisiaj. Jakie jest dzisiaj, każdy widzi. Każdy, kto nie jest przesadnie krótkowzroczny i nadmiernie naskórkowy.
Święta rozkwitają najpiękniejszym czasem dla kochających się i trudnymi dniami dla samotnych, którzy muszą je przetrwać, przeczekać i przetrzymać. Święta transparentnie ukazują brak, pustkę, potęgują emocjonalną nicość. Samotni doświadczają tego, co rodzinom wydaje się niepojęte.
Święta to czas wielkiej radości z narodzin Boga, więc niech Jego Światło pojawi się w każdym domu. Nie rozpraszajmy tego Światła mnogością imitacji w kolorowych pudłach. To, czego nie mamy jest niczym w porównaniu do tego, co mamy.
Każdego roku zastanawiam się, czy Mama wybaczyła mi moją nieobecność podczas ostatnich Świąt w Jej życiu. Myślę, że moja Córka ma podobny problem. Mama jest po drugiej stronie i tam dowiedziała się wszystkiego, o czym Jej nie mówiłyśmy z troski, więc wybaczyła nam już lata temu. Pewnie jednak z pierwszą gwiazdką poszybuje znów ta myśl ku Niebu... Wybaczyłaś nam, Mamo?
Niech przy każdym stole zasiądzie prawdziwy Święty Mikołaj ze znajomym blaskiem oczu i kochanym uśmiechem, a w jego wielkim czerwonym sercu będzie cała moc Miłości.
Ze świątecznym pozdrowieniem :-)))
środa, 14 grudnia 2016
Przewaga
Miarę człowieczeństwa cechuje używanie przewagi. Praktycznie każdy ma czegoś więcej od kogoś. Wykorzystywanie więc swojej przewagi jest albo samodestrukcyjne albo otwarte na Wszechświat. Przewaga może dotyczyć dokładnie wszystkiego; zarówno wartości materialnych jak i niematerialnych. I zupełnie nieistotnym pozostaje, czy wykorzystujemy swoją pozycję zawodową, finansową, tężyznę fizyczną, mądrość, inteligencję emocjonalną, etc. do tego by się zemścić, odreagować czy sprawić ból - zawsze prowadzi to do samounicestwienia poprzez uruchomienie energii wstecznej i odwiecznego prawa przyciągania. Każda łza wylana przez nas za pewien czas popłynie na naszym policzku. Niestety, dotyczy to również naszych bliskich. Jeżeli na naszym podwórku wszyscy poza jedną osobą wylewają na siebie pomyje (w dosłownym tego słowa znaczeniu), to ta jedna i jedyna osobą będzie miała duże trudności, by zachować czystość przechodząc przez to podwórko. W dużym skrócie; tak jest z wojnami - cierpią ludzie całkowicie niewinni, którzy w żadnym aspekcie nie mają z tą wojną nic wspólnego, ale pozostają na jej obszarze. Po moim ostatnim wpisie otrzymałam wiele komentarzy jakże skrajnych, do których postaram się odnieść. Wielu z Państwa uważa, że są większe problemy niż życie królików. Z perspektywy bezpośredniej człowieka z pewnością tak. Jednak jeżeli ktoś używa swojej przewagi fizycznej, by obedrzeć ze skóry bezbronne zupełnie zwierzę w celu uszycia maskotki, powoduje bezsensowne zupełnie zło zabijając żywą istotę. Antagonistów z kolei zirytowało usprawiedliwianie zabijania futrzanych uszatków w innych celach. Nie posiadam tak rozległej wiedzy medycznej, by zabrać w tym miejscu głos. Być może istnieje taka forma alergii pokarmowej, że organizm ludzki może funkcjonować tylko na mięsie króliczym? Skąd mam wiedzieć? Alergia to choroba cywilizacyjna naszego wieku, uczulenia mutują się i coraz więcej dziwacznych przypadków, i kolejnych restrykcji w dietach, dlatego "usprawiedliwia" w ostatnim poście nie ujęłam w cudzysłów. Wszystkim serdecznie dziękuję za lekturę oraz uwagi. Oby przełożyło się to jeszcze na więcej beztroskich królików skikających po świecie, które za marchewkę staną się najlepszym kumplem naszej codzienności.
sobota, 10 grudnia 2016
Króliczek z króliczka
Przepiękne, we wszystkich możliwych kolorach, mięciutkie króliczki na breloku za jedyne 49.90 na stoisku Manhattanu w Olsztynie. Można je również kupić jako wyposażenie torebek i kurtek. Piękna jak marzenie ekspedientka zachęca do zakupu informacją, że te króliki są wykonane z prawdziwych królików, że to nie żadna tam sztucznota, bo inaczej nie byłyby takie miękkie. To, że świat jest okrutny i panuje w nim prawo buszu, wie każdy z elementarną choćby wiedzą o naszej planecie, więc reakcja wzdrygnięciem na każdy przejaw zła szkodzi jedynie na własne serce, a życia to nie zmieni. Jednak są granice, których za Nałkowską przejść nie można, bo się sobą przestaje być. Właśnie... Nie wyobrażam sobie granicy wrażliwości, empatii, ogólnie pojętego dobra takiej pańci zawieszającej przy torebeczce króliczka. Zabawka została wykonana z obdartego ze skóry żyjącego zwierzęcia. Tylko takie futro jest trwałe i nie wyłazi. Zwierzęta najczęściej więc są bite w głowę i w stanie ogłuszenia przez nacięcie futra obdziera się całego uszatka. Trwa to kilka minut, a w ciągu następnych kilku minut królik, już bez futra, umiera z bólu. Z tego, co wiem, nie są podawane żadne środki znieczulające, bo na hodowli zwierząt na skóry ma się zarabiać, a znieczulenie kosztuje. Nie ma tu też żadnego usprawiedliwienia - nie chodzi o jedzenie, specjalną dietę konieczną do przeżycia człowieka, nie rozchodzi się również o futra naturalne dla ogrzania zmarzniętych bogaczy. Chodzi jedynie o to, by jakaś cienka laska kupiła swojemu kilkuletniemu synkowi pod choinkę różowego króliczka. Mały będzie spał w łóżeczku z przytulanką, na którą, bezbronne zupełnie zwierzę, oddało życie. Nie ma na całym świecie zwierzęcia okrutniejszego od człowieka. Tylko człowiek jest zdolny do tak wyrafinowanych i zaplanowanych tortur. W końcu to ludzie wymyślili obozy koncentracyjne. Moje zwierzęta, towarzyszące mi w różnych okresach życia, to moi najwierniejsi przyjaciele dający za miseczkę jedzonka miłość i bezgraniczne przywiązanie. Zwierzęta nie są wyrachowane, ale bezinteresowne. Dla nich właściciel jest jeden, nie odchodzą i nie zakochują się w kimś innym. Człowiek powinien uczyć się od zwierząt jak być dobrym i co naprawdę DOBRO oznacza. Tymczasem króliki i inne zwierzęta również (lisy, jenoty, kuny) są żywcem obdzierane ze skóry, by zapełnić miejsce pod choinką w domach, gdzie dawno umarła miłość.
środa, 7 grudnia 2016
Rozsypany dzień
Istotnie, trochę się rozsypało. Trochę przeszkadzało, bo promienie słoneczne mrużyły firany i kładły ciemnoszare kamienie na opuchnięte powieki. W planie było dobić do 10% całej twórczości, ale po miesiącu ambicję opuściłam na całe 5%. Ze zdumieniem zerkam na blogi, gdzie autorzy silą się na zamieszczanie wszystkiego, co mają, mieli i ślina na blog... Widocznie są autochtonami bloga, bo inaczej tego wytłumaczyć nie sposób. Mało jest takich miejsc, które stanowią lokum na większość, a cóż dopiero na wszystko. Niemniej jednak chapeau bas przed tymi wspomnianymi, bo chcieli to uwili gniazda w necie i to ich wyłączność. Inni publikują np. na fejsie sądząc, że ich twórczość idealnie pasuje do portalu społecznościowego. Na fejsa logujemy się dokładnie po to, by czytać wątpliwej wartości teksty, by w ogóle społecznie zgłębiać tajniki świata poza friendowaniem. Chyba i tak lepsze to niż dzielenie się z tysiącem znajomych (a można mieć tylu?) swoją codziennością. Posiłkując się złotą myślą z "Co się wydarzyło w Madison County" taką pewność można mieć tylko raz, że moje i tylko moje życie jest frapujące dla każdego. Mój ból paznokcia przyciąga tłumy a moja kawa bez kopa obezwładnia a nawet kładzie na kolana. Kolejny krok już za rogiem. Może nie znaczyć nic w działaniach Wszechświata, a może być tym ruchem, który wywoła rewolucję w życiu, które ceni sobie, i to bardzo, spokój. Tak naprawdę nigdy nie wiemy, który ruch wyzwoli bezruch, a który zatrzęsie naszą chatką. Najczęściej znamienne pozostają te zdarzenia, za którymi się nie oglądamy. Te, których wypatrujemy, pozostają niewidoczne dla oczu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)