środa, 21 maja 2025

Fioletowy tytuł



Olsztyn kiedyś mocniej pachniał bzami, zwłaszcza fioletowymi, ulubionymi kwiatami mojej Matki. Z Jej odejściem bzy starają się nie rosnąć albo ja staram się ich nie zauważać.

wtorek, 20 maja 2025

Królowa Krystyna Zofia



Kiedy zasypia dzień
Odchodzą sprawy ostateczne
Jak zmęczeni podróżni
Na mocno opóźnionym peronie
Zagarniam czas by nie stygł
Przestaje oddychać wilgoć w wannie
Mój los spływa w lustrze gubię pamięć
Porzucam wspomnienia zjadam fotografie wrażeniowe
Jestem królową letniej kąpieli w przeciętnej łazience
Przyciągam siłą woli odległe piramidy jak kiedyś
Twoją miłość zjadły robale
Noc nastaje trwa i porywa niegrzeczne dzieci
Wróżki zębuszki upiory z szafy to moi niewolnicy
Ściągam magią kilograma białej szałwii w dół
I jej prawem stwierdzam że cię nie ma nas nie ma was
Pradawne siły ryczą wzburzonym morzem
Pod biurkiem z płyty mdf
Mam aplikację z frytkami
Czuję się najedzona
A głodny tłum bez aplikacji krzywi własne odbicie
W siódmym kręgu piekła Dante chodzi z kluczami
Do drzwi gerdowskich prawdopodobieństwo włamu
Maleje grozi że jest piekło dla tych którzy nie radzą
Sobie bez mamy i taty jakoś
On cię tylko tak straszy mówi moja matka
Martwa nie wzbudza większego zaufania
W czerwonej atłasowej sukni
Nie widziałam jej nigdy
Onieśmiela mnie matka
Bo pamiętam ją lepiącą pierogi
Gdy żyła zakładała fartuch
Teraz egipscy niewolnicy niosą ją na fotelu
Który poszedł na śmieci jako pierwszy mebel
I stał się w drugim życiu tronem
Moja matka jest faraonem
Mój ojciec jest świadkiem
Ja też widziałam ich na brzegu pili grzane wino
Napisz o nas wiersz Dantego pomiń zakręć kran
Jesteś więc powróć.

wtorek, 22 kwietnia 2025

Hosanna


Nie wódź mnie, Panie, na wygnanie z Edenu
Nie wskazuj mi palcem drzwi kościoła
Gdy obok chcę postać chwilę
I popatrzeć na kwiaty polne Twojej kwiaciarni
Chcę dotykać rozżarzonych kamieni
Akurat rano w niedzielę
W konfesjonale tli się zawsze szansa
Na owijanie człowieka
W szaty podłości i upokorzeń
Nie spowiadałam się wiem
Ale ja nie umiałam wytłumaczyć
Że właśnie przed Wielkanocą wchodziłam
W trójkolorowe sady i soczyste ogrody
Z moją wiarą kojącą jak miękkie kapcie po całym dniu łażenia
Na Pasterce nie byłam
Ale leżałam na sianie
I rozpamiętywałam Twoje życie ciężkie
Jak znoszone i niemyte włosy
Miałam zajść do Ciebie w tę niedzielę
Na trzynastą
Ale zostałam dłużej w galerii
Przed obrazem
Upamiętniającym Twoje Zmartwychwstanie
W skrzydłach unoszących się nad nim owadów
Migotały kościelne witraże
A w moich łzach spływających pod nim
Twój obraz i podobieństwo.

sobota, 19 kwietnia 2025

Eloi, Eloi


Mój Chrystus Mój Bóg Mój Krzyż

Moje odrapane kolana

Moja wina

Mój grzech co dnia ten sam

Czemuś mnie opuścił

Moje modlitwy

Moje szarpania

Mój gniew Mój smutek Moja tęsknota

Rozłożona ramiona bezradny gest

Na prostym krzyżu złożony napis

Prawda wpisana w fałsz wpisany w Prawdę

Przekłamany krzyk Wrzask ludzki i nieludzki

Każdy kogoś opuszcza

Mój Bóg mówi do mnie cicho i spokojnie

Rozdygotany wiatr zaciera niektóre sylaby

Grzebie w piachu jakby był na to czas

I wydobywa ogromne bochny chleba

Rysuje ryby ze zdziwionymi oczami

Że nie wiedzą co czynią

Mój świt przychodzi zawsze z Nim

Czasami przy mnie chwilę poczeka

Czasami klękam a czasami przeżegnam się leżąc

Puszczam wodę nad wanną Przelatują myśli śliską emalią

Za brak wiary w Niego i W imię wiary w Niego

Musi garść z trumny zmarłego donieść do Golgoty

Zamknięta synagoga i rozchylone wrota kościoła

Kościół Lud i Dom Boży

Zniknięcie i objawienie na obłokach niebieskich

Słone łzy szybko wsiąkają w wełniane rękawy

Zostanie tylko wełna i sól

Pomarszczone ręce porzucone Aleje poszukiwań

Aleje zmierzchów Aleje rozrysowanych nadziei

Zmięte życie Zmarszczki człowieka

Twarz Boga Głos Chrystusa Miecz Archanioła

Złota tarcza przed głodem wojną i chorobami

Zawołał donośnym głosem Oddał za mnie życie

Gdybym nie wiedziała że zaraz potem Zmartwychwstał

Strzeliłabym sobie w łeb.