sobota, 27 lipca 2024

Bezpieczny

 Wybory są jak pajęcze nici podłączające każdy konkretny z owych pod Dobro albo Zło. Błogosławieństwem jest, więc, kolejny, codzienny, który nie stanowi noża na gardle. Wybór między tzw. mniejszym złem bądź wybór, który burzy przyjęty kosz wartości, nadwyręża moralny kręgosłup. Wybór między dwoma światami, gdy żaden z nich nie jest przystawalny do obecnego. Czasami dzieje się tak, że życiowy scenariusz nie zakłada pozostania dobrego bohatera, nie przewiduje dla niego miejsca. Z punktu widzenia fotela, gdzie najłatwiej się feruje wyroki i ocenia odległe czy biegunowe zdarzenia i ich bohaterów, nie ma tak naprawdę krzty obiektywizmu. Głoszenie, co by się zrobiło bądź nie zrobiło na czyimś miejscu, pozostaje jedynie pustą retoryką. Kiedy zmienia się drastycznie podłoże, zmienia się dosłownie wszystko wraz z człowiekiem i jego priorytetami. Gdyby można było dokonać takiej symulacji i umieścić jednego, i tego samego człowieka w dziesięciu różnych czasach historycznych, w różnych rodzinach, z odmiennym stanem posiadania, pozycją, zawodem, miłością, słabym płomieniem bądź silnym mrozem, wyniki mogłyby być zaskakujące. Zwłaszcza, że ludzie szczęśliwi chcą, by inni byli szczęśliwi (tzn. nie zakłócili ich szczęścia) a ludzie skrzywdzeni oddają swoją krzywdę innym (krzywdzą ich bądź zatruwają czyjeś życie swoją krzywdą). Inaczej zachowa się człowiek, który nie ma nic do stracenia (tacy są bardzo niebezpieczni) a inaczej zakochany z małymi dziećmi. Oczywiście są jeszcze skrajne sytuacje, które skrajnie obdzierają nas samych przed sobą i ukazują prawdziwą, aż do ostatniej tkanki i komórki, twarz. To oczywiście jest wojna. Błogość, jaką daje czas pokoju, może nigdy nie uruchomić, w ciągu nawet stu lat, pewnych cech, które drzemią głęboko ukryte. Wybór może być przywilejem jako podległy wolnej woli. Drogą do realizacji, wyrażeniem siebie do ostatniej sylaby, nadaniem koloru silnej indywidualności. Każdy wybór ma swoje konsekwencje, które są nieuniknione. Przychodzą jak wiatr zapowiadający zmiany i powlekają się w szaty odpowiedzialności. Każdy z nas staje w życiu wiele razy na rozstaju dróg. Oby każda z decyzji miała w sobie dla nas dość łaski. 

wtorek, 23 lipca 2024

Wciąż aktualne

 W naszej wiosce (cały czas mówimy o globalnej wiosce) powszechnie wiadomo, że wszyscy umrzemy. Wie to każdy, kto ogarnia już wiekowo rzeczywistość. Śmierć jest pewnikiem, jest jak Zawisza i Urząd Skarbowy,  nie ominie nikogo. Z takim przekonaniem można by ukrócić czas oczekiwania albo czas przejściowy (jak kto woli) i odebrać wszystkim życie. Jednak od momentu pojawienia się człowieka wśród traw, drzew, kwiatów i zbóż jest pewna obowiązująca wszystkich bez wyjątku zasada. Najważniejsza zasada naszej wioski (cały czas mówimy o globalnej wiosce), która nie zależy od niczego innego, bo ona po prostu jest - życia nie odbiera się. Życia nie odbiera się nikomu; ani sobie, ani nikomu innemu, nawet tym, których nie lubimy. Nie podchodzi się z bronią w ręku do życia, nie płoszy się go grubym sznurem i nie straszy żyletką. Życie do nas przychodzi i od nas odchodzi. Życie na nas spływa i na tej fali płodowej wznosimy się 9 miesięcy, a potem się rodzimy, nie wiadomo na ile. Ta wiedza jest nikomu i do niczego niepotrzebna. Nie ma co spekulować ani gdybać. Wioska ma na swoich drzwiach, a drzwi wioska ma tylko jedne (cały czas mówimy o globalnej wiosce), duży napis "Nie odbierać życia sobie i innym" i jeżeli ktoś nie potrafi tego respektować to zostaje wypluty poza nawias, nawias rzeczywistości podłogowej, rzeczywistości wioski. Od tej pory żyje w takim ruchomym kinie i można przyjść, i obejrzeć projekcję z tym kimś niedostosowanym. Ten ktoś gra rolę tylko jednego seansu. Jest aktorem dla zrozumienia własnej roli - życia w wiosce. To niesamowite, że mijają lata, całe ich tony, zmienia się praktycznie wszystko, ewoluuje cywilizacja w każdym obszarze, ale zasada widniejąca na drzwiach wioski pozostaje wciąż jedna i ta sama - nie odbiera się życia. Zrozumieć wojnę to zaprzeczyć sobie samemu. Wojna jest burzą niezesłaną z nieba, więc po niej nie ma słońca, ale są pogorzeliska. Wojny ma nie być. To nie jest czas, który potoczność zabija. Każdy zamach na drugiego człowieka jest zamachem na Boga.

środa, 17 lipca 2024

Owocowy znów



Popatrz
Odwraca pełne zwątpienie
Posłuchaj
Unosi siłą woli
Pod którą gasną światła
Wyskubane brwi
Marszczy marzenia
Z których on częstuje się największym
Lubisz soczyste kolory
Chyba nie
Prezentuję się tak i zapraszam
Gruszka jest słodka.

piątek, 12 lipca 2024

No lifting

Grzmi

Pora jagód

Będzie kontrowersyjnie

Poza dobrem i złem

Poza nicością

Rozebrane myśli suną na plażę

Pojedyncze czereśnie wydają się bardziej czerwone

Mówiłeś że zawsze będziemy rodziną

Skąd w tobie tyle melodii do żartu

Uderzanie w mocne dźwięki

Na straganie kobieta bez botoksu ze zmarszczkami

Jak za komuny poświadcza o przeżyciu

Uderzenia pioruna zabieram morele

Do siebie i nie chcę widzieć i wiedzieć.

niedziela, 23 czerwca 2024

Rodzice

 Pociągi. Pociągi osobowe i stare, drewniane, piętrowe domy. Często hotele. Pokrętne w mroku i poza mrokiem korytarze. Tunele prowadzące w nieskończone piętra i windy z obsługą  hotelową. Pokoje są skulone od samotności i strachu przed ciągłymi zmianami. Czasami schody nie prowadzą ani do góry, ani do dołu. Są dodatkowym elementem powtarzającego się snu. A potem jest dworzec, za każdym razem taki sam w każdym mieście bez żadnej nazwy. I płacz. Uderzające silnie krople w blat prostokątnego stołu, przy którym siedzę za każdym snem z kimś innym. Moi rodzice siedzą w wielkich fotelach oparci o byt, w którym się znaleźli. Próbują coś mi przekazać, ochronić, zdążyć przed gwizdem dnia, gdy życie potoczy się codziennością według kalendarza. 

 W moich onirycznych wędrówkach jest taki dom, do którego zbliżam się wszystkimi snami świata, aż usypiam zmęczona na jego progu.

środa, 19 czerwca 2024

W odpowiedzi na...

 Dziękuję najpiękniej za gratulacje mojej siedemnastej książki 😻wszystkim razem i każdemu z osobna. Niech moc będzie z Wami!

 Doceniam to bardzo i wierzę, że zaczytanie będzie magiczne. W większości listów pytają mnie Państwo, czy utwory wybrane do tej podsumowującej, moją ponad czterdziestoletnią twórczość, książki były moją decyzją? To musi być jednak, nolens volens, klucz dla czytelnika, skoro ta ciekawość i dociekliwość zostają tak jasno wyartykułowane. Zatem odpowiadam; nie, nie miałam żadnego wpływu jako autorka na wybór moich utworów do tego wydawnictwa. To były trudne i długie rozmowy, które doprowadziły mnie jednak do przekonania, że to właśnie autor nie powinien podejmować takich decyzji. Potwierdzenie, że postąpiłam słusznie oddając prawo do selekcji mojej literatury redaktorowi, przyszło w momencie samej akceptacji i zatwierdzenia książki do druku - już oczywiście przeze mnie. Okazało się bowiem, że nie wybrałabym tych wszystkich fraz i wersów. Poza tymi sztandarowymi, które były drukowane setki razy i recytowane podczas ważnych eventów, które stanowią cytaty od dawien dawna i z których jestem znana, że jestem EKG 😺, i wiadomo, że muszą się znaleźć. Cała bogata reszta wcale nie była dla mnie taka oczywista. Pozycja czytelnika nigdy nie będzie tożsama z pozycją autora, a że czytelnik zawsze ma rację, więc cieszę się, że sobie odpuściłam. Wasze wrażenia, emocje i własne, osobiste, wielorakie i wielopłaszczyznowe interpretacje związane z moim utworami, które mogłabym przegapić, są dla mnie bezcenne. A tak już po ludzku i bez lirycznego narowu - raduje mnie, ze dostaliście w "Akademii światła" utwory, które kochacie. Moje preferencje nie miały tu absolutnie żadnego znaczenia, bo to dzięki Wam jestem dzisiaj w miejscu, w którym jestem. Mijają lata, całe dekady, a Wy zawsze znajdujecie na mnie czas. Moi Czytelnicy  to ludzie, którzy byli ze mną od samego początku i którzy razem ze mną się starzeli przekładając kartki moich książek. To również pokolenia nowej generacji; gdzieś kliknęli, zaciekawiło ich i zostali. Są też tacy, którzy obrazili się na którąś z moich książek, ale po jakimś czasie wrócili. Tych ostatnich cenię nad wyraz. "Nie czytałam trzech lub czterech pani ostatnich książek. Byłam na platformie ( nie podam nazwy, bo nie lokuję produktu), przeczytałam jedno zdanie i wiedziałam, że to pani. Nikt na świecie tak nie pisze, nie układa liter. Jest pani rozpoznawalna wszędzie i zawsze. Wracam, bo muszę panią czytać (...)".

Duże buzi, widzimy się na szlaku, w kontakcie,

Ewa Klajman-Gomolińska