poniedziałek, 4 czerwca 2018
sobota, 2 czerwca 2018
Narodziny
Utkaj sobie mnie na pocieszenie
Na pokuszenie sprowadź po ciasnym powietrzu
Gdzieś między mądrością drzew
Odziej mnie w prostotę życia
By modlitwy odmieniły moje usta
Na zawsze już twoje
Jak doły najniższych dźwięków
Opadających trumien
Coś się kończy Coś się zaczyna
Moje życie pod tym drzewem twoje
Doskonal mnie Wyobrażaj w alejkach
Na moście powietrza Na skrzydłach
Które nigdy ci się nie ukażą Z ich piór
Oznacz moją drogę Pod runą Której nikt
Nie wydobył z kory naszej nauczycielki
Naszej zmarszczki Naszej starości
Stolicy naszej mądrości Powietrza wciąż brakuje
Moje serce skrusz na białej kartce i zapisze
Słowa którymi się przestraszyłam że są ostatnie
A one tylko tu były ostatnie a tam nie były
Tam targał wiatr stary fortepian
On usypiał drzewa i one stawały się tak dobre
Że po nich wchodziłam wprost w upalną zmysłową
Cichą klawiaturę powietrza stawiającą warunki
I wróciłam Pokonałam trasę Narodziny.
Na pokuszenie sprowadź po ciasnym powietrzu
Gdzieś między mądrością drzew
Odziej mnie w prostotę życia
By modlitwy odmieniły moje usta
Na zawsze już twoje
Jak doły najniższych dźwięków
Opadających trumien
Coś się kończy Coś się zaczyna
Moje życie pod tym drzewem twoje
Doskonal mnie Wyobrażaj w alejkach
Na moście powietrza Na skrzydłach
Które nigdy ci się nie ukażą Z ich piór
Oznacz moją drogę Pod runą Której nikt
Nie wydobył z kory naszej nauczycielki
Naszej zmarszczki Naszej starości
Stolicy naszej mądrości Powietrza wciąż brakuje
Moje serce skrusz na białej kartce i zapisze
Słowa którymi się przestraszyłam że są ostatnie
A one tylko tu były ostatnie a tam nie były
Tam targał wiatr stary fortepian
On usypiał drzewa i one stawały się tak dobre
Że po nich wchodziłam wprost w upalną zmysłową
Cichą klawiaturę powietrza stawiającą warunki
I wróciłam Pokonałam trasę Narodziny.
niedziela, 27 maja 2018
sobota, 26 maja 2018
Dzień Matki
Moja matka miała oczy rozcinające
Bure i szare dźwięki na miejsce i czas
Których nie chwytał słuch absolutny
Moja matka miała ręce które umiały się modlić
Gdy z zaćmą cerowała mój płaszcz i gotowała kartoflankę
Moja matka miała serce które straciło serce
Podczas okupacji z dziecięcego strachu
Moja matka oszukuje mnie odkąd umarła
Że przechodzi z tłumem starych kobiet na światłach
Moja matka cieszyła się z zapasu mąki w szafie
I z mojego kolczyka w nosie
Moja matka nie umiała ze mną rozmawiać więc
Piła ze mną kawę
Tak naprawdę zawróciła stamtąd tylko raz
Po mojego brata bo charczał i dusił się
A lekarze mówili o śmierci mózgu
Opowieści mojej matki są przydługie ale
Brat je jeszcze rozciągał potem grali wspólnie z matką
Porozumiewali się nutami których ja nie chciałam odkryć
Moja matka gdyby żyła czekałaby na mnie dzisiaj w oknie
Zaglądałam do okien zapłakanych dziś deszczem
Z tą nieumiejętnością radzenia sobie w beznadziejnych sytuacjach
Z tym brakiem akceptacji bez pogodzenia z pogodą też.
Bure i szare dźwięki na miejsce i czas
Których nie chwytał słuch absolutny
Moja matka miała ręce które umiały się modlić
Gdy z zaćmą cerowała mój płaszcz i gotowała kartoflankę
Moja matka miała serce które straciło serce
Podczas okupacji z dziecięcego strachu
Moja matka oszukuje mnie odkąd umarła
Że przechodzi z tłumem starych kobiet na światłach
Moja matka cieszyła się z zapasu mąki w szafie
I z mojego kolczyka w nosie
Moja matka nie umiała ze mną rozmawiać więc
Piła ze mną kawę
Tak naprawdę zawróciła stamtąd tylko raz
Po mojego brata bo charczał i dusił się
A lekarze mówili o śmierci mózgu
Opowieści mojej matki są przydługie ale
Brat je jeszcze rozciągał potem grali wspólnie z matką
Porozumiewali się nutami których ja nie chciałam odkryć
Moja matka gdyby żyła czekałaby na mnie dzisiaj w oknie
Zaglądałam do okien zapłakanych dziś deszczem
Z tą nieumiejętnością radzenia sobie w beznadziejnych sytuacjach
Z tym brakiem akceptacji bez pogodzenia z pogodą też.
czwartek, 24 maja 2018
niedziela, 20 maja 2018
piątek, 18 maja 2018
Może do ciebie przyjść?
Spłynęły łzy bo powiedziałam
Powiedziałam żeby nie połknąć
Tego strachu rozszarpać się nie da
Kęsami obłożyć wielki talerz
Z napisem pusto mrok cholera
Po łzach przyszły następne
Jakby człowiek był beczką bez dna łez
Od których łasi się morze oswojone
Zapachem dążącym do syntezy
Scalającym prostotę fikcji
Z komplikacją dnia
Tego się nie da przeżyć
To można przeumierać
Z łagodnością sensoryczną z prostą łzą
Dłubiącą dół ofiarom w gładkim policzku.
Powiedziałam żeby nie połknąć
Tego strachu rozszarpać się nie da
Kęsami obłożyć wielki talerz
Z napisem pusto mrok cholera
Po łzach przyszły następne
Jakby człowiek był beczką bez dna łez
Od których łasi się morze oswojone
Zapachem dążącym do syntezy
Scalającym prostotę fikcji
Z komplikacją dnia
Tego się nie da przeżyć
To można przeumierać
Z łagodnością sensoryczną z prostą łzą
Dłubiącą dół ofiarom w gładkim policzku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



