Młody muzyk, by utrzymać rodzinę, zatrudnił się jako cieśla u znanego prawnika Jakuba Ezechiela. Grał wieczorami, w niedzielę i święta. Codziennie czytał Biblię. Potem razem studiowaliśmy Biblię i omawialiśmy każdy przeczytany fragment. Słuchałam jego muzyki, ale najbardziej lubiłam, gdy grał razem z moją mamą i starszym bratem. Dobrze płatna praca u bogatego mecenasa pozwoliła przetrwać najgorsze lata całej rodzinie. Jakub Ezechiel został zamordowany w Auschwitz. Wcześniej zobaczył śmierć swojej żony i pięciorga dzieci. Nie zostało po nim nawet jedno zdjęcie. Jestem w tym miejscu, w którym jestem, tylko dlatego, że ktoś kiedyś podał mi rękę. Tak Paweł Teodor mówił o Jakubie Ezechielu. Jestem tym, kim jestem, tylko dlatego, że miałam takich dziadków.
poniedziałek, 29 grudnia 2025
niedziela, 28 grudnia 2025
Anna Lotta
Zielarka i kabalistka. Uzdrowicielka duszy i ciała. Codzienna praca w szpitalu nie miała wpływu na postrzeganie dzikiego serca. Tam, gdzie kończy się medycyna, tam zaczyna się magia - mawiała, po zakończonej operacji, pacjentom. Jej dom wyglądał jak dżungla, pełen egzotycznej zieleni i leśnych zwierząt. Otwierała mi drzwi z sową na ramieniu. W nocy zabierała na łąkę, bym boso poczuła mocniej swą jedność z naturą. Patrzyłyśmy w gwiazdy trzymając się za ręce, a nad nami przeskakiwały żaby. Można było nie spać, chodzić boso i zadawać wszystkie pytania małego człowieka. Długie korale z czosnku były na wampiry. One istnieją, mawiała, tylko jak ktoś je już spotka i może zaświadczyć, to kończy swój żywot. Człowiek wypiera to, czego nie rozumie i czego sie boi. Kolejki pacjentów ustawiały się do niej codziennie. Ludzie w zapłacie dawali jabłka, fasolę albo kota. Niektórzy nie mieli nic, ale wychodzili z miksturą, bo nigdy nikomu nie odmówiła pomocy. Opowiadała mi o swojej przyjaciółce Fajdze Leili, która uważała, że na wszystko dobry jest rosół i smalec z gęsi. Chorzy lub głodni, z kubkami w ręku, schodzili się z całego miasta a ona stawała przy beczce smalcu własnej roboty... Była pisarką, planowała wydać swoją pierwszą powieść po wojnie. Została zamordowana w Auschwitz. Nie mam nawet jej zdjęcia. Babcia to ogromny majątek każdego człowieka. Prawieczna matka, którą jesteśmy i nosimy w sobie.
niedziela, 21 grudnia 2025
środa, 17 grudnia 2025
Kolęda z Merlin
Nie mam słów w spiżarni
Nie znam hasła
By zamigotała radość na choince
Merlin przegląda się w czerwonej bombce
I układa łańcuchy swoich włosów
Na nagim jak samo stworzenie
Sztucznym drzewku
Wypuść karpia do wody
Zobaczysz życie
Nieprzegadane znaczy wiele.
niedziela, 14 grudnia 2025
Nazywam się Boże Narodzenie
Nazywam się Boże Narodzenie
Mam ponad dwa tysiące lat
Przeszło dwa tysiące razy ludzie przystępowali do egzaminu
Na człowieczeństwo
Z różnymi wynikami póki co tańczą
W teatrze życia bez muzyki co zwie się szaleństwem
Wybrani ją słyszą szkarłatem krwi tym jedynym genem
Łączącym całą galaktykę z Jego krwią
Ukryty w brzuchu świata rośnie
Skrywają Go jaspisy cesarskie i krajobrazowe
Gdzieś w kamiennym zamku na piaszczystej plaży
Jej alienację pochwycił sam Duch i zamrugał światłem
Dwa razy i ona to zrozumiała odkryła długie włosy oplotła
Nauczyła wszystkie drogi kierunku do serca Ziemi
Wykrzyczanych słów proroctw spadających gwiazd w lędźwie Czas
Nie wyszedł z mody i powrotu do renesansu
Ostatnie dni przed rozwiązaniem oczekiwaniem znów na oczekiwanie
Na dnie starego kufra obitego skórą trawa cytrynowa ekologiczne runo
Nadal świerk siano anielski włos
Digital painting uchylone lekko drzwi niech Bóg urodzi się we mnie.
poniedziałek, 8 grudnia 2025
niedziela, 7 grudnia 2025
Czerwona nitka
Możesz zaczekać na mnie dwa tysiące lat
Jestem wiele żyć dalej
Merlin a ty masz ile żyć
Sporo
To fajnie
Nie przesadzaj
Ludzi dzieli się na tych z czerwoną nitką i na tych bez
Kabały
Wciąż wystawiane są golizny umysłów na e-rynku
Śmieci stają się plakatami
Ktoś wstaje nie zabiera głosu i siada
Bezsilność układa rozdania
A ja chcę dotknąć planety
W łańcuchu jodły sosny i świerku
Objąć Kosmos
Bez zanurzenia rąk
Otworzyć serce i oddać uniwersalny ból
Babka bredzi
Nad gotującym się barszczem
Wtrąca jej syn marnotrawny
Trwa wielkie wymieranie
Duchy nie mają swojego miejsca
Przy wieczerzy odnajdujemy się w końcu
Podprogowo znam zakończenie historii w niedoczekaniu.

