niedziela, 28 grudnia 2025

Anna Lotta

 Zielarka i kabalistka. Uzdrowicielka duszy i ciała. Codzienna praca w szpitalu nie miała wpływu na postrzeganie dzikiego serca. Tam, gdzie kończy się medycyna, tam zaczyna się magia - mawiała, po zakończonej operacji, pacjentom. Jej dom wyglądał jak dżungla, pełen egzotycznej zieleni i leśnych zwierząt. Otwierała mi drzwi z sową na ramieniu. W nocy zabierała na łąkę, bym boso poczuła mocniej swą jedność z naturą. Patrzyłyśmy w gwiazdy trzymając się za ręce, a nad nami przeskakiwały żaby. Można było nie spać, chodzić boso i zadawać wszystkie pytania małego człowieka. Długie korale z czosnku były na wampiry. One istnieją, mawiała, tylko jak ktoś je już spotka i może zaświadczyć, to kończy swój żywot. Człowiek wypiera to, czego nie rozumie i czego sie boi. Kolejki pacjentów ustawiały się do niej codziennie. Ludzie w zapłacie dawali jabłka, fasolę albo kota. Niektórzy nie mieli nic, ale wychodzili z miksturą, bo nigdy nikomu nie odmówiła pomocy. Opowiadała mi o swojej przyjaciółce Fajdze Leili, która uważała, że na wszystko dobry jest rosół i smalec z gęsi. Chorzy lub głodni, z kubkami w ręku, schodzili się z całego miasta a ona stawała przy beczce smalcu własnej roboty... Była pisarką, planowała wydać swoją pierwszą powieść po wojnie. Została zamordowana w Auschwitz. Nie mam nawet jej zdjęcia. Babcia to ogromny majątek każdego człowieka. Prawieczna matka, którą jesteśmy i nosimy w sobie.